Home Wiersze dla dorosłych

JAKIEKOLWIEK ZDARZENIE PDF Drukuj

 

JAKIEKOLWIEK ZDARZENIE

(fragmenty poematu w wersji zamieszczonej w wyborze wierszy Wincentego Fabera ZAWSZE  
w opracowaniu Adama Włodka)

Hani -

Towarzyszce podróży

1

 

Ślad po nas nie został na lądzie

nie został na oceanie

Ruszyliśmy

żeglarze Itaki

na wieczne

odkrywcze

wygnanie

 

Jest tylko domysł

galery

która się w morze zapadła

pukanie do bramy legendy

i są słowa

niepewne jak prawda

 

Rzuciła nas w drogę chęć bogactw

na podróż po oceanie

czy nakaz delfickiej wyroczni

czy może z ojczyzny

wygnanie

 

Historia jak niemy świadek

nic o nas powiedzieć nie umie

Podążaj za nami wikingu

i po sławę płynący

Kolumbie

 

Masz przecież szans więcej n pamięć

co się po tobie zachowa

gdy nie ocalał i świadek

który spisywał te słowa

 

4

 

Ciasno na naszej galerze

gdy kęsy łykamy głodowe

żyć nie możemy bez siebie

żyjemy więc przeciw sobie

 

Jest tylko podróż na kursie

bo ziemia została za nami

załogą swojej galery

jesteśmy

galernikami

 

Gdzie kończy się przyjaźń

gdzie nowa

powstaje ostrzona o rozpacz

kto rękę mi poda pomocną

by potem nożem mnie dostać

 

Więc wybieramy drogę

określoną niebem i wodą

jeżeli nie ma już ziemi

znajdziemy ją wkrótce

pod sobą

 

Jeśli rosną gdzieś jeszcze brzegi

to trafimy

na jakąś ziemię

wypatrując lądu

skazani na nadzieję

 

6

 

Nadzieja jest sterem i wiosłem

pokładem galery i żaglem

i wyspą odległą przed nami

co z naszych wynurza się pragnień

 

Nadzieją są wszystkie drogi

ku każdej nieznanej wyspie

co od burt naszej galery

rozchodzą się w morze gwiaździście

 

Nadzieja jest drogi promieniem

dopóki galera nie tonie

gdy sternik prowadzi ster prosto

jak gdyby wziął kurs na ów promień

 

I gwiazdą nieznaną przed nami

do której płyniemy o zmierzchu

i rybą wyjętą z morza

i kroplą soczystą deszczu

 

Daleko za ścianą sztormu

zakątek ojczystej ziemi

jest także nadzieją dla nas

zawrócić

Czy dopłyniemy

 

7

 

Śmierć jest przestrzenią bez brzegów

rosnącą pod chmurą nieba

zło jest ogromną powodzią

co pokład nam zawsze zalewa

 

A jednak jest równowaga

pomiędzy galerą i sztormem

i światło na kursie jak gwiazda

kojarzy się oczom opornie

 

Przez czasy nieoswojone

wydaje się

od stuleci

płyniemy

przeciw swojej śmierci

płyniemy jej także naprzeciw

 

Ruchomą kładką jest tylko

zbrojny w żagle

w wiosła u rąk

okręt

a pod nim gorączką morza

rozgrywa się czas wielokrotnie

 

Zdobywam bez przerwy

w podróży

na ocean skuteczny sposób

płynąc

wyznaję

że

wierzę

w niepewność swojego losu

 

11

 

Czy jest jeszcze bodaj okruch ziemi

żeby się odbić od niego

by wzmocnić się jego ziarnami

i ruszyć ku znanym brzegom

 

Czy jest jeszcze ziemia za wodą

czy można jej dotknąć bo oto

nawet jej tyle nie mamy

ile się zmieści pod stopą

 

Niech będzie nam drogowskazem

niech poda nam wody i zboża

będziemy ją czuć pod stopami

na oswajanych bezdrożach

 

Jeżeli zgadniemy drogę

gdzie czeka znajoma przystań

przymierzy się przestrzeń z galerą

jak noc ze światłem ogniska

 

A jeśli się powrót przydarzy

niech kwitną na brzegu pochodnie

czy jeszcze istnieją kwiaty

Niech żywym

rozpalą się ogniem

 

Całą mądrość naszego świata

można określić

tak krótko

rzućcie liny

podajcie ręce

człowiek

jest zawsze za burtą

 

Po którejkolwiek z jej stron

bezbronny czy zbrojny wiosłem

przecież nie może się obejść

bez twojej ręki pomocnej

 

Ale prawdy nie sposób wyczerpać

jak morza

I w jedno wierzę

Wszyscy jesteśmy za burtą

i wszyscy na galerze

 

Nie uznaję oczywistej półprawdy

pośród fali nieskończonych szeregów

jeżeli jestem za burtą

płynę

po prostu

do brzegu

 

Przyjdzie klęska

kiedy będę zmęczony

Czy się spotkam

bodaj z lichą łódką

Po którejkolwiek stronie

człowiek

jest zawsze

za burtą

 

15

 

Może mnie nikt mnie nie usłyszy

choć krzyczę swobodnym głosem

Teraz muszę

przerwać heksametr

moja zmiana zasiada do wioseł

 

Jaka się przepaść wodnista

przed nami o świcie otwiera

A w ojczyźnie

być może

współcześni

tworzą

wspólnie

Homera

 

Chciałbym dodać własny ton do Iliady

(wszystkich pieśni jej dotąd nie ma)

jest w mej głowie

pośród przygód pod Troją

z Achillesem przepyszna scena

 

Pora płynąć nie pora na epos

Może odkryć nam przyjdzie światu

ziemię pełną złotego piachu

wyspę pełną szalonych kwiatów

 

Niech wiersz będzie tym na co zasłuży

jak wołanie o pomoc na drodze

Niech popłynie

niech

poemat

utonie

amfora rzucona w morze

 

 

WIERSZE OSTATNIE

 

AKT OPÓŹNIONY

 

Że jesteś piękna

tylko w moich oczach,

to dość

to ra-

dość.

To za dużo nawet:

w chwili zwątpienia

bezmyślnej jak lustro,

to moje oczy

będą tobie prawem.

 

W okrągłym ciele

kruchym od starości

co unerwione

nie zasypia w nocy,

są jeszcze źródła

łagodne dla ciebie,

dotknięte czasem,

doświadczone oczy.

 

One najwięcej

o tobie powiedzą.

Na ich spojrzeniach

możesz się opierać,

zapamiętały

całą twoją młodość,

w ich bladym świetle

ona nie umiera.

 

Na jesień ciała

opadają włosy.

Sam już nie taki

jak w ubiegłych latach…

Ty mi odejrzyj

podobnym spojrzeniem.

Niech ono będzie fundamentem świata.

 

 

AKTORSTWO

 

W twoim zawodzie

moja miła

zawsze podziwiam najbardziej

bohaterstwo pracy

Ukłony grane w życiu

i role kochanek

recenzentów a także

rozdawaczy ról

na przykład reżyserów

z których żaden

twojego życia nie potrafił

reżyserować

 

Jak wiele poświęcenia

ile cudzych łóżek

montowanych przyjaźni

wysiłków i starań

aby na koniec

przyszła twoja szansa

wymarzona rola świętej

dziewicy

 

Otrzymałaś i wreszcie

rolę chudej młódki

ileż to lat musiałaś

czekać Droga Julio

 

Zestarzałaś się przedtem

 

 

BALLADA DIABELSKA

 

O malutkim człowieku

powiem ciepło dwa słowa,

który pisał codziennie

anonimy na Boga.

 

Z pasją godną spraw lepszych

wyolbrzymiał swe racje,

podpisywał się zawsze

pseudonimem:

"Przyjaciel".

 

Miał nadzieję, że owe

listy diabeł porywa...

Czym Pan mu się naraził

niepodobna zgadywać.

 

Nie potępiaj go, Panie,

przyjm do gwiezdnej przystani.

Nie dla diabła te listy,

czytali je kapłani...

 

 

HUBAL

(fragmenty poematu w wersji zamieszczonej w wyborze wierszy Wincentego Fabera ZAWSZE  w opracowaniu Adama Włodka)

 

 

Gdzież są ułani,

gdzie króle w koronach.

Z koni i ludzi

wielka hekatomba.

Gdzież owa wolność

taka

zadawniona

że się ją jeszcze

szablą da wyrąbać.

 

Niechby już wreszcie

nastąpił październik,

miesiąc normalny,

potem inne jeszcze,

bo wszystkie nasze miesiące

są tak

- jak gąbka płynem -

przesiąknięte Wrześniem.

 

 

I trwa

ów Wrzesień

i w pamięci tych,

co zwyciężyli

na rozlicznych frontach,

i tych co nawet

zatykali sztandar...

Których minęła

wielka hekatomba.

 

-----------------------

 

I jest akcent żałosny,

polskie:

byle do wiosny!

Ale, która to wiosna,

przepowiedzieć

nie można.

Znowu przyjdą,

pomogą,

(jeśli znajdą

tu kogo...)

A którędy,

którędy?

Zaułkami legendy.

 

-----------------------

 

Spróbujmy pisać

zamist Baczyńskiego,

tu są potrzebne

pożyczone słowa.

I ja przeżyłem -

powie kiedyś wnuk:

- Widocznie

dobrze

musiał się dekować!

 

-----------------------

 

Trzy razy Księżyc wykręcił się sianem,

trzykroć trzy razy wzrastała niewola

w kraju zmiażdżonym i tak rozstrzelanym,

że na twarz padał, jakby nie miał kolan.

 

Partyzant strzelał pociskami z gwiazd...

(Gdyby choć Księżyc mógł się zmienić w granat!)

Jest bicie kolba w napuchniętą twarz,

są operacje na otwartych ranach.

 

Śnieg ziemię białym bandażem otulił

jakby chciał ukryć każdą naszą stratę,

gdy cię wykryli, gdy padłeś od kuli

z elsplodującym

w twej dłoni

granatem

 

O ziemio dawnej, gładkiej metafory

dziś zarażona martwą perspektywą:

z chmur sierp Księżyca wychylił się chory,

jakby przeczuwał obozowe żniwo.

 

Jak tu zdjąć mundur.

Jest lekcja historii.

Gwiazdy

jak oczy

wszystkich rozstrzelanych.

Chmury nabrzmiałe dymem krematoriów,

chmury kanałów ciągnęły nad nami.

 

-----------------------

 

Młody Krzysztofie, cóż dopowiem tobie?

Krzywią się obcy,

że cuchniemy

wódką...

Pochodzisz z kraju, gdzie bohaterowie

realnym życiem żyją zwykle krótko.

 

To tyś powinien

napisać ten wiersz.

Gdzie mnie być sędzią?

W kim poszukać winy?

Mylił się major?

Wyrównała śmierć

cały rachunek

Chociaż

go

płacimy.

 

-----------------------

(Apostrofa do majora Hubala)

 

A ja podziwiam

ten pośmiertny strach

przed Tobą

martwym...

O mądry Rejtanie!

Bali się kwiatów

na twojej mogile,

że może z martwych

w legendzie -

powstaniesz.

 

Przeszli przez Ciebie

ale niezupełnie:

tak cię grzebali

jak pamięć

się grzebie...

Czy

razem z błotem

i zakrzepłą krwią

zdjęli ów mundur,

choć po śmierci,

z Ciebie?

 

Nie miałeś prawa

na tej ziemi

trwać

w takim pagórku,

gdzie wszyscy

spoczniemy.

 

Zrównany z ziemią,

może wrosły

w las,

jedno jest pewne,

że jesteś

w tej ziemi.

 

 

KOCHANKA SŁOŃCA

Myszce

Wciągnęło cię do wody

słońce

ciężkie jak kamień

 

Na jeziorze z widokówką nieba

płyniesz drogą brukowaną promieniami

 

Naga jak woda

wstajesz na brzeg wynosząc falę

 

U nóg twoich słońce wsiąka w piasek

 

Potem padasz

pod jego ciężarem

 

 

LEKCJA GEOGRAFII

 

Na głęboką prowincję

gdzie mieszkasz od lat

nie dochodzi szum zdarzeń

i warkot motorów

Przesypuje się piasek

na pustyni myśli

a z ludzi

z dobrym słowem

nie przychodzi nikt

 

Prowincja twoja leży

tak głęboko w tobie

że Paryż Londyn Moskwa

i Rzym i Warszawa

i metropolie Wschodu

i obu Ameryk

wpadłyby w nią jak w przepaść

i nie zapełniły

 

Obnosisz swą prowincję

po wszystkich stolicach

Europy

że się stają

aż prowincjonalne

 

Twój zapomniany sąsiad

z Kłaja

z Żabigatek

w tym samym czasie

orze

myśli

lub naprawia

jakąś maszynę

Skończył

Znów wyznacza cel

na swoją miarę

i z zadowolenia

z jego mizernych trudów

powstają stolice

 

 

MAŁY KSIĄŻĘ

- Dlaczego mówisz ciągle zagadkami?

- Rozwiązuję zagadki. Rzekła żmija.

Antoine de Saint-Exupery

Ostatnia droga nie była z rozpaczy.

Lecz zejść z tej drogi - powstanie granica

pomiędzy słowem a krokiem lub gestem,

pod wątłym światłem Małego Księżyca.

 

Tam śmierć jest tylko jedną z wielu przygód.

I chciał powrócić. Idąc jej naprzeciw.

Po mądrej drodze. Uczepiony steru.

Kiedy umierał jeszcze chwilę świecił.

 

 

MATERIAŁOZNAWSTWO

 

A może trzeba być kawałkiem

żelaza

 

Na współczesnych kowadłach

przyjmować dowolne

kształty i formy

 

A może gumą

miękką bezkręgową

posiadającą rozciągliwość sumień

która jednak oddaje

cios za cios

 

A może trzeba

być kawałkiem gliny

mielonej podeszwami dni

włazić w szczeliny

dostępne naszej lepkości

 

 

MUZEUM WOJSKA

 

Uczucie niedosytu

choć jest nawet

król

z całym patosem

skazany na historię

 

Broni tu dużo

niemal od maczugi

od łuku tarczy

aż po samoloty

 

Są mundury poległych

odznaczenia

żołnierzy jak stalowe śruby

wkręcanych w tryby

historii

 

Sztandary poszarpane

tak okryte chwałą

że żaden wiatr

już się ich nie ima

 

A jednak mi brakuje

tych rodzajów broni

które są jeszcze

dzisiaj używane

 

Przydałby się w muzeum

akcent nowoczesny

 

 

NIE BYŁO NAS

 

Podaj nam lesie

jeszcze trochę wody.

Podaj do źródła,

dolej do strumienia.

Niech jeszcze chmury

wsiąkną w twoją zieleń.

Rośnie pustynia,

kiedy ciebie nie ma.

 

Bądźże nam wierny

po ostatni liść,

nim cię wytniemy,

zanim posadzimy…

Podaj powietrza

nim do gołej deski,

nim rozbierzemy ciebie

na trociny.

 

A kiedy powódź

galopuje z gór,

gdy strumień

zmartwychwstaje

wodospadem,

zatrzymaj żywioł

choćby gąbką mchu,

wyrwą po drzewie,

po korzeniach śladem.

 

Który chroniłeś

żołnierzy od kul,

gdy ciosy bitew

wyciszała zieleń…

O oddech więcej

chcę o tobie wiedzieć

nim

rosnąc znowu

pokryjesz mój szkielet.

 

 

NIEOSTATECZNOŚĆ

 

Jaki to nawóz

miele nam historia.

Jakiej nadziei.

Uczy.

Nienawiści.

Gdy stajesz przed nią.

Przed obliczem króla.

Król ma aparat

do czytania myśli.

 

Król wierzy w naród

i w tajną policję.

(- Dajcie człowieka

znajdziemy paragraf.)

I jest posłuszny

swemu panowaniu :

tak tylko tańczy

jak historia zagra.

 

W nieostateczne

uwikłany sprawy

spójrz w lustro czasu

gdzie sunie opornie

myśl

czy wyglądasz tak

jak król

skazany na historię,

czy tak jak gwóźdź

wbijany w historię.

 

 

POMNIK

 

Zamiast trawy dziś łykasz

muzealny kurz

na całą wieczność jesteś

zabalsamowana.

Ominęła cię pieczeń

być może na rożnie,

wełna twoja znoszona…

O, mumio barana!

 

Jak żonom i jak sprzętom

wielkiego zdobywcy

przypadły ci:

złocenia,

olejki

i ciemność

Gdy cię wiedziono

na ofiarę,

czy beczałaś na swoją

nieśmiertelność?

 

 

POSTĘP

 

Idzie złoty wiek maszyn. Gdy nadejdzie era,

na hasło wyznaczone modami obliczeń,

podłączę mózg, by poznał swoją tajemnicę,

z największą pojemnością czaszy komputera.

 

Podobno dziesięć procent tylko się wydziela

wszechmożliwości naszych z błądzącego mózgu,

niechże się żywa tkanka spali w garstkę gruzu,

niech jedną salwą myśli nagle się wystrzela.

 

A potem zidiociały w swym technicznym smutku,

przekłamany do życia, pozbawiony siły,

na bezmyślnych klawiszach rozdzielnika pogram.

 

Wiejcie prądy kosmiczne w siatkę akupunktur,

wypowiedziałem wszystko… Oto się spełniły

trzy zeszyty pomysłów zamienione w program.

 

 

PROMIENIOWANIE RUIN

 

Więc można tylko

odbudować kraj

z nieudolnością

godną wielkiej sprawy.

 

Wśród zabliźnionych

gmachów i kamieni

ludzkie ruiny mnożą się i płodzą.

 

Daremna odbudowa sumień.

 

Nieopłacalność tego budowania.

 

 

PRÓBA TWARZY

 

Siedem przypadków Siedem przygód słowa

Siedem przystanków myśli Chciałem ująć

grę waszych rysów I tak powstawała

niepełna gramatyka twarzy

 

Więc zacznijmy od rdzenia który nieodmienny

przez przypadki nadziei

przez rodzaje bólu

w zaprzeszłym czasie wojny

w przyszłym czasie gwiazdy

najtrudniej w teraźniejszym czasie zagrożenia

 

Próba zaimka Maski zamiast twarzy

którą możemy przerabiać gdy trzeba

wykrzywić w prawo podmalować z lewa

dodać końcówki dobry nos i ucho

 

I akcent na rzeczownik czoło

gdzie jest miejsce na małą i czerwoną plamę

lub na czwarty przypadek liczby mnogiej oczy

a policzki bez dołków nieakcentowane

Są rysy bez akcentu Ukłonić się nisko

strach podda cudzy akcent panie dyrektorze

 

Upodabnianie twarzy pod wpływami głosów

ten przemiał w trybach maszyn

i codzienne rdzewienie

w trybach ulic

 

Wiadomości z gazet

dzienniki telewizji

kino i muzyka

łączymy się z Warszawą

wystrzały na Kubie

figura chce łapówki

byle do pierwszego

 

I wtedy trzeba rysy ukształtować w własne

zdanie na równoważnik zdania innych trzeba

wszystkie złożone w piętra peryferie znaczeń

i peryferie własnych marzeń mierność szarość

rozmieścić wszystkie kropki pauzy i przecinki

choć w myślach tyle jeszcze znaków zapytania

o stronę czynną

nadziei

wtedy trzeba

 

 

PUNKT WIDZENIA

 

Jeżeli świat jest taki podły

jakby istotą owocu

były toczące go robaki

 

Jakby się ludzkie egoizmy

sumowały

w kształt ogromnej

kloaki

 

Jeśli widzisz w dobroci jedynie

interes

czy to cent dla żebraka

czy krajowi

ubogiemu

dają pomoc

inne kraje

 

To zmień się sam

jak najszybciej

mój przyjacielu

cóż ci innego pozostaje

 

 

SALWA

 

Gdybym doszedł do władzy

przyjaciele moi

 

Choćby na Atlantydzie

na lodowej krze,

unoszącej rozbitków

kto wie czy do brzegu

 

Gdybym doszedł do władzy

przez przypadek

albo i przez wasz wybór

Byłby z tego pożytek

dla was

synekury

 

Tyle tylko potrafię

co każdy dygnitarz

stawiać na swoich ludzi

 

Nie to jest najsmutniejsze

że kazałbym strzelać

lecz moje wtedy

święte przekonanie

o konieczności salwy

 

A to na podstawie

naszych dobrych intencji

i licznych sprawozdań

waszych

o przyjaciele

 

 

STUDIUM Z ESTETYKI WOJSKOWEJ

 

Stoimy w szeregu

na kwadratowym klepisku

po bokach domy

rzędami z czterech stron

Nad nami niebo

kwadratowy widnokrąg

załamuje się pod kątem prostym

Okna w szeregach

piętrami

ludzie w rzędach

w kolumnie

bramy wejściowe

w szeregach

drzwi w korytarzach

rzędem

łóżka w salach

szeregami

kwadratowe stoliki

w rzędach

Usiąść

nie było rozkazu

 

 

TEORIA

 

Gdy stygnąca materia odchodzi od ognia,

wydaje ewolucji kosmiczne sekrety,

by powstał człowiek - żywy zapalnik planety -

iskra wolno płynąca, do życia podobna.

 

Jakie kosmiczne Azje, bieguny gorąca,

jakie Sahary pragnień, przeobrażeń ślepych,

jakie Syberie zimna i kosmosy rzeczy

potrzebne, by myśl rosła jak pierwsza gałązka…

 

O awangardy stworzeń przysypane piaskiem,

zmiażdżone lodowcami, zmyte oceanem,

o skrzydła połamane do domysłu ptaka !

 

A robak, żywy ogień wlepił gały w gwiazdę,

widzi miraże szczęścia… W przestrzenie nieznane

odrywa się od Ziemi: zapalnik wszechświata.

 

 

TO

 

To jest ojczyzna

co najbardziej boli…

Raną na froncie

jest owo kochanie,

wszą na wytartym

żołnierskim kołnierzu,

poszukiwaniem.

 

 

Ona nas uczy

abecadła śmierci

dla niej bezradni,

kiedy żyć nam każe.

Może za łatwo

byłoby ja lubić,

gdyby wyrosła

na kształt naszych marzeń.

 

 

W IMIĘ DWUDZIESTEJ PIĄTEJ

 

Dwunasta awangarda

zaprzeczała wszystkim

tradycjom

 

Nie zgadzała się

ze współczesnością

Parnasu

odmówiła jedenastu

poprzedniczkom

 

Kłóciła się

żyła w niezgodzie

z całym światem

 

Chociaż ze względów taktycznych

kłaniała się potentatom

 

Trudno w to uwierzyć

jednak mogła

przelicytować innych

w negowaniu

 

Mówiła jakoś głośniej

choć co najmniej kilka

z jej poprzedniczek

wołało to samo

 

Do tego by się nie przyznała

nawet

na mękach

jej wielcy

i mniejsi

potrafią uzasadnić

hasło dnia

to MY

jesteśmy pierwsi

 

Jej wysiłek szedł torem

teorii i haseł

Daleko mi do tego

by go nie doceniać

choć widzę

drobne minusy

braki tolerancji

niedowład sumienia

 

Mówienie o intencjach

z czasem zastąpiło

samą rzecz

budząc poklask

lecz to już historia

Są to wszystko sposoby

dobrze już sprawdzone

jeśli chce się przekonać

świat

non omnis moriar

 

Nie jest ważna

branża awangardy

czy działała w kamieniu

słowie

czy na płótnie

muzyką

czy nauką

przyszło jej wojować

dość że dawała rzeczy

do wiary

wierutne

 

A to mówię w imieniu

nie wstecznych

nie nawet

trzynastej awangardy

którą przewiduję

 

Aby dojść do scalania

poszukiwań serio

jeszcze drugich dwunastu

awangard brakuje

 

W imię dwudziestej piątej

w imię ocalenia

scalania i nadziei

po okresie czarnym

 

Współczesnym nieboszczykom

daję co cesarskie

wznoszę pomnik

dwunastej awangardy

 

 

Z GAŁCZYŃSKIEGO

 

Być drogą którą idziesz

najbardziej do siebie

 

Powietrzem przeznaczonym na twój oddech

sprzętem

na którym kładziesz głowę

 

światłem

co się odbije

w twoich oczach

 

kroplą

dla twojego zmęczenia

 

Być łódką wędrującą rzeką twojej krwi

 

 

ZIARNO

 

Sądzę, że wirus życia

albo i bakteria

z kichnięcia astronauty.

Może długo krążyć

we wszechświecie

i niosąc życie utajone

stanowić najdrobniejszą

z osobliwych planet.

 

Na jakie mleczne drogi,

przez ile lat światła

może zbłądzić.

Wyszukać w kosmosie oazę,

gdzie byłyby warunki…

Ile niebezpieczeństw

musi minąć,

przez pierwsze,

setne tysiąclecie?

Zanim stanie się ziarnem.