Home Wiersze dla dorosłych

PRÓBA PORÓWNANIA PDF Drukuj

 

KUSZENIE

Bajce

Nie ruszaj ciszy tego lasu

on sam przed tobą się otworzy

podziel się ze mną swoim liściem

odsłoń mi swoją wizję brzozy

 

Zobacz ten liść tak naświetlony

że zieleń stała się soczysta

po jednej stronie liścia światło

a dla mnie ciemna strona liścia

 

Tam gdzie ze źródła strumień pije

spotkamy lisa albo sarnę

lub w ptaku co na wschód odleciał

twoje marzenie orientalne

 

Obok wyrosło moje drzewo

rozkołysane wyobraźnią

jest już przed nami takie duże

że pierwszy ptak w nim uwił gniazdo

 

O świcie pękną dzioby ptasie

lecz przedtem noc tak nieskończona

że się z niej nie wywinie nawet

wiewiórka zwinna jak ironia

 

Ciemność powiąże wszystkie drzewa

ścieżki powikła albo spłoszy

Pomóż mi noc oswoić W lesie

zwierzęta tulą się do nocy

 

 

SOJUSZNICY

 

Stół z śladem po żelazku na szerokich plecach,

kredens, gdzie śpi muzyka w garnkach i talerzach,

zegar kuśtykający…A i stół kuleje,

encyklopedia służy mu jako proteza.

 

Szafa pajęczynami zrośnięta ze ścianą,

przytułek, gdzie śpią plamy na podartych swetrach,

więzienie moich nowych, źle skrojonych spodni,

zakątek, gdzie się mole wieszają na szelkach.

 

Stare kicze na ścianach uczą tolerancji

dla upodobań tego, co je tam powiesił,

łóżko, na którym nogi wyciągam do rana,

i krzesło, co potrafi zaokrąglić plecy.

 

I jest światło, co gaśnie na skinięcie ręki,

lustro, co moje myśli o sobie wyśmiewa,

i drzwi, przez które mogę wychodzić na wolność,

i okno, które daje mi dostęp do nieba.

 

 

PORTRET DRZEWA PRZERAŻONEGO

 

Korzenie

nurkują w darń pospiesznie

kryją się głęboko

jak do schronu

 

Gałęzie skuliły się koronę tak mocno

że nawet wiatr

listowiem nie poruszy

 

Liście siwieją

 

Kora pęka wzdłuż pnia nadmiernie

aż do cielesnej bieli drzewa

 

Pień skręcony

chroni zieleń za pobliskie świerki

 

Drzewo próchnieje

W oczekiwaniu wybuchu

 

 

NIEZUPEŁNA ŚMIERĆ LASU

 

1

Może pociski pomyliły drogę

może nienawiść celu nie odgadła

las odpowiedział wystrzałami echa

na każdą kulę wymierzoną z armat

 

Wąż tyraliery wkracza w las znienacka

żadnego listka żołdak nie oszczędzi

a las nie odda garści mchu za darmo

i nie podniesie do góry gałęzi

 

2

Wypłoszone z legowisk zwierzęta

niespodzianie strach zawładnął lasem

tak to on krecie nory pogłębia

i wydłuża w locie skrzydła ptasie

 

Pełzną trawy kwiaty kurczą kielichy

mchy przed śmiercią kryją się w cieniach

drży w gęstwinie przerażone drzewo

zakopane na głębokość spojrzenia

 

3

Pęknięte sosny zaostrzają drzazgi

gęste zarośla wydłużają kolce

nawet się krzewy zrastają w zasieki

przed butem bronią darni i przed ostrzem

 

Fruwają liście jak zielone wióry

fruwają wióry jak liście drewniane

wzdłuż widnokręgu muskularne drzewa

splotły gałęzie w jednolitą ścianę

 

4

Tu walczy nawet drzewo co upadło

by stać się piętrem leśnej barykady

a w nowym lesie na zasadzie celu

klatki dla ptaków i na drewno składy

 

Nic nie powstrzyma stad żelaznych w marszu

i wizji lasu który potem będzie

dla nich wyrośnie las taki drewniany

że ani listka nie znajdą gałęzie

 

 

STODOŁA

Joli

1

Wóz zaprzężony w cztery koła

wypręża boki drabiniaste

każde z kół oś otacza w miejscu

gdzie żebra szprych się schodzą w gwiazdę

 

Za drogowskazem dyszla szkapa

przeżuwa w pysku zapach pola

na słońcu lśni dokoła karku

chomąto - końska aureola

 

Po bokach konia tuż pod skórą

drabiny dwie o gęstych szczeblach

gdy droga chudnie w stronę łąki

po bokach wozu sterczą żebra

 

2

Słomiany dach pokryty mchem

na żebrach co wyrosły w lesie

ociekające potem lato

napełnia ją po samą jesień

 

W ścianach stodoły usnął las

toporem ociosany z echa

Dach skupia w snopkach sen o polu

jak w polu snopom śni się strzecha

 

Są jeszcze sińce na klepisku

zanikające przy maszynach

w sąsiekach zasuszona łąka

w pełnię stodoły wchodzi zima

 

Stodoła cztery strony ma

wsparte na świata czterech ścianach

jej północ porośnięta mchem

jej strzecha niebem połatana

 

Jest do niej zaprzężony pies

ujada na dowolny temat

jest do niej przywiązany człowiek

z twarzą zlepioną ze zmęczenia

 

3

Szerzy się rzeka polnej miedzy

z strumyków ścieżek uzbierana

Powraca z łąki w nurt gościńca

koń obciążony górą siana

 

Na siano rude jak widnokrąg

usiadło przedwieczorne słońce

i zarudziały aż do sierści

wypchane sianem  boki końskie

 

W rytm czterech kopyt na wybojach

gra każde z czterech kół z osobna

melodię drogi do stodoły

która od dziś nie będzie głodna

 

 

WĘDRÓWKA

 

Brzegi rozejdą się w dół rzeki

zerwane mosty braknie łódki

więc nie dojdziecie na brzeg morza

co będzie brzegiem twej wędrówki

 

Więc pójdziesz sam zobaczysz w drodze

jak czas powiela ludzkie twarze

będziesz dla ziemi pożądaniem

i dla pocisków drogowskazem

 

Drogą od myśli do maszyny

drogą od łódki do okrętu

skąd idziesz że nie jesteś pewien

wierności wymyślonych sprzętów

 

Gdy wchodzisz w las stajesz się drzewem

co w twojej ciszy się rozrosło

a kiedy nurt przemierzasz łódką

wtedy udziela ci się wiosło

 

Nie znajdziesz obiecanej ziemi

od pól polarnych aż po równik

i tylko czasem będą chwile

że serce tak jak most zadudni

 

Gdy ptak zawraca ku ścierniskom

niepokój bruzd rozdajesz polom

prześcigniesz ptaka w locie myślą

z zazdrości ptakom jest samolot

 

Warstwice chmur nad twoją głową

obłoków przeorany błękit

gdy ziemię niepokoisz ziarnem

osiądzie ziemia w bruzdach ręki

 

Dooraj się i bruzd na twarzy

i jeszcze głębszych bruzd w pamięci

twoja wędrówka będzie odtąd

uśmiechem który wie o śmierci

 

 

KAMIEŃ I RZECZ

 

Poznać początek kamienia i rzeczy

jest między nimi granica niestała

rzecz się odcina kształtem określonym

a kamień zastygł w dowolności bryły

 

Kształt przed kamieniem rzeczy nie ocali

bo kamienieją sprzęty niełaskawe

na przykład klamka która nie otwiera

krzesło gdy na nim zmęczenie nie spocznie

 

Co do kamienia gdy podnoszę kamień

to go podnoszę do godności rzeczy

Cegła jest rzeczą i ulicy bruk

z rzeczy się składa potwierdzonych stopą

 

A więc nie wierzę Patrzę w każdy kształt

gdzie rzecz w kamieniu kamień w rzeczy drzemie

a nawet patrzę w twoją twarz z obawą

rzeczą dla ciebie jestem czy kamieniem

 

 

ODWRÓT

Leszkowi

Więc opadanie

powiek

wieka trumny

trumny do grobu

grud na trumnę

ciężko

 

I będę leżał

i będę się stawał

na obraz ziemi i jej podobieństwo

 

Wolno wam jeszcze rzucić trochę gliny

z odciskiem palców

to będzie mój posag

 

A ty się odwróć od swojego bólu

szczupła brunetko o gotyckich włosach

 

Jeśli jak zbędny udział w mojej śmierci

komuś tu po mnie drobny ból zostanie

niech mnie przesadzą do głębszego grobu

niech leżę

niżej

niż dosięgnie pamięć

 

 

NAJBLIŻSZY

 

Wejść w twój uśmiech Chcę zamieszkać w twym uśmiechu

pogłębiają się twoje rysy

wydłużają się do mnie twoje spojrzenia

w pocałunki delikatne jak liście

 

Potem wchodzę

prosto w oczy pękające w głąb

w noc jak w dziuplę

w ciało twoje

jak w muszlę

i w milczenie

aż do twoich rąk

 

Odwróciło się do nas dno

oczodoły napełnione wapnem

ile można odnowić spojrzeniem

z gwiazdy ziemi rozpalanej nagle

 

Ilu ludzi we mnie Dobrych złych

jeden zagarnął uśmiech twarz i oczy

odwrót do ściany od bliskiego ciała

odwrót od serca aż do cudzych drzwi

może znużenie jest cząstką miłości

 

W czas jak w rzekę

w swoją łódkę

jak w trumnę

w nienazwaną myśl Najdalej wchodzę

w ciszę

Wiemy co do siebie milczymy

w las rozcięty promieniem brzozy

 

 

NIE ZAPOMNIJ O WRÓBLU

 

Kiedy się drogi rozplotą coś przecież trzeba ocalić.

Nie zapominaj o wróblu, o ptaku zaokiennym,

przydrożnym i podwórzowym, lecz przede wszystkim szarym,

często śródpolnym, a zawsze podobnym do grudki ziemi.

 

Ja stoję po stronie szarości: dla wróbli mam dużo sympatii,

dla ciebie miałem dni szare bo sam nie jestem inny.

Spójrz proszę na wróble z ironią jak na latające ziemniaki,

na szarobrązowe pióra, na skrzydła jak obierzyny.

 

Więc wróbel spotyka się ze mną, i ziemia, i ziemniak - jej owoc,

a wszystko do siebie podobne, nim w mojej się kpinie uwikła

Ja, widzisz będę miał klatkę, w której nie zamknę nikogo

i jeszcze radosną prawdę, że szarość także ma skrzydła.

 

Są inne ptaki: w ich skrzydłach znalazłaś nadmorskie przestrzenie,

kolory dalekich krain w ich egzotycznych piórach,

więc smak odległych owoców i palma skusiła ciebie:

to wszystko z szarości ziemi...

Więc nie zapomnij o wróblach.