Home O autorze Dlaczego piszę wiersze dla dzieci

Wincenty Faber

 

Dlaczego piszę wiersze dla dzieci?*

 

Chyba dlatego, że na swoje szczęści czy nieszczęście potrafię, jak mi się wydaje, porozumieć się z młodym i najmłodszym czytelnikiem i słuchaczem. Każdy czytelnik, niezależnie od wieku, ma swoje upodobania i autor w jakiś sposób dzieli je ze swoimi czytelnikami. Jeżeli autor popełni na przykład książeczkę wierszy dla przedszkolaków, to jednocześnie demaskuje się jako potencjalny czytelnik podobnych książek. Książki adresowane do najmłodszych muszą mu się podobać, musi je czytać z przyjemnością i dla przyjemności, a nie tylko z ciekawości zawodowej czy obowiązku. Jest to bardzo ważne, bo niejednokrotnie obserwowałem, że ludzie zawodowo związani z książką są najgorszymi czytelnikami: nie czytają, lecz analizują. Trudno się temu dziwić. Posiadając pewien zasób wiadomości, należy oczywiście robić z nich użytek, chodzi o to żeby nie przesłoniły nam one świata naszych czytelników.

Dodatkowym dopingiem, zachętą do pracy dla młodego czytelnika jest fakt, że autorzy są swoim młodocianym czytelnikom o wiele bardziej potrzebni, niż ich rodzicom czy starszym o kilka lat kolegom. Żeby się o tym przekonać wystarczy porównać nakłady tomów wierszy dla dorosłych z dziecięcymi. Także na spotkaniach autorskich młoda publiczność jest bardziej od dorosłej bezpośrednia, bardziej wierzy w autora. W miarę dorastania, jak wykazują ankiety i wykazy wypożyczeń, młody czytelnik wyrasta z wierszy. Jest to zapewne nieuniknione, ale wydaje się, że okres, w którym autor i czytelnik wierszy są sobie najbliżsi, należałoby jak najlepiej wykorzystać. Ideałem byłoby utrzymanie znajomości od lat najmłodszych po wiek dojrzały. Jest to możliwe jedynie w sporadycznych wypadkach, a jednak...Marzy mi się takie prowadzenie czytelnika, żeby znajomość zawarta w pisemkach dla dzieci nigdy nie została zerwana, żeby po latach czytelnik Misia sięgnął i po moje wiersze przeznaczone dla dorosłych.

Zaufanie, które autor zdobywa u najmłodszych, powinno procentować i później. Zdaję sobie sprawę, że dzieci w miarę upływu czasu nie tylko przestają czytać wiersze, ale nawet tego czytania się wstydzą - to dobre dla młodszych, my już wyrośliśmy z rymowanych bajek - zdają się mówić. Czy jednak nie warto nad tym pracować, aby jeden i drugi utwór oparł się fali dwunastoletniego krytycyzmu i przetrwał w pamięci młodego obywatela aż do czasu, gdy przestanie się on wstydzić swojego dzieciństwa?

Wcześniej czy później czytelnik skazany jest na ponowną znajomość z autorem:
stanie się to wtedy, gdy sam założy rodzinę i dochowa się własnych amatorów literatury. Zanim dzieci nauczą się same czytać, a nawet i potem, sporo im się czyta i opowiada. Dla czytelnika dorosłego jest to może kontakt przymusowy, ale niebagatelny. Dla autora może to ostatnia szansa przekonania czytelnika do siebie.Z wyjątkiem, nielicznych przecież miłośników poezji, nikt nie sięga po tomiki dorosłe, wychodzące współcześnie. A prawie każdy czyta wiersze swoim dzieciom. Jeżeli rodzice pamiętają jeden i drugi utwór z okresu własnego dzieciństwa, jeżeli potrafią go zacytować z pamięci czy opowiedzieć o okolicznościach, w jakich się z nim zapoznali, to bardzo wiele.

Czy jednak dorosły czytelnik przyzna się przed swoim dzieckiem do znajomości utworu? Ażeby tak się stało, musi ów dorosły odczytać ten utwór na nowo i to odczytać bez zażenowania. Więcej, wydaje mi się, że dorosły czytelnik powinien znaleźć
w utworze znanym z dzieciństwa dodatkowe wartości,
które uprzednio uszły dziecięcej uwadze. Wiersz, nawet, wiersz przeznaczony dla najmłodszych, powinien być na tyle nośny, żeby i dorosły czytelnik znalazł w nim coś dla siebie. Nienajgorszym rozwiązaniem wydaje mi się pisanie utworów z "podwójnym dnem", gdzie warstwa obrazowa byłaby atrakcyjna dla młodego czytelnika, natomiast podteksty mogą być
w pełni zrozumiałe dopiero za lat kilka czy kilkanaście.
Czytając wiersze dzieciom powinni mieć rodzice jakąś satysfakcję estetyczną, a nie jedynie pedagogiczną... A kiedy czytają autorów współczesnych, to właśnie tu, przy wierszach dla dzieci winni się spotkać z mistrzowskim opanowaniem literackiego abecadła, o którego nieznajomość jakże często
podejrzewają autorów wierszy dla dorosłych.
I tak powoli staje się autor wierszy dla dzieci ambasadorem współczesnej poezji w świecie dorosłych. Może i powinien odbudowywać zaufanie dla poezji w ogóle. Czy to nie utopia? Oczywiście, że utopia, ale także i szansa.

Z konieczności poświęciłem więcej miejsca i uwagi wierszom dla najmłodszych. Ale czytelnik trzy letni i dwunastoletni to przecież obywatele zupełnie innych światów...Różnice są kolosalne, uzależnione zarówno od wieku, jak i indywidualnego rozwoju dziecka. Bibliotekarze rozróżniają trzy poziomy czytelnicze, ale są to podziały umowne, które nieraz trzeba naginać. Kiedy piszę wiersz nie zastanawiam się, ile lat będzie miał jego potencjalny czytelnik. To sprawa późniejsza. Czasem trzeba wiersz ujednolicić, skreślić jakieś za trudniejsze pojęcie czy określenie. A jednak denerwuję się, gdy wśród kilku napisanych ostatnio utworów, nie znajduję ani jednego dla określonej kategorii wieku. To tak, jakbym zdradził swoich czytelników. Nie jest to słuszne, nie jest to usprawiedliwione uczucie. Można sobie wyobrazić przecież autora, którego interesuje tylko jedna określona kategoria wieku. A jednak staram się być po swojemu sprawiedliwy. Niepokoi mnie zwłaszcza (może z przekory) ten okres, kiedy młody czytelnik od poezji odchodzi, a więc wiek 12-14 lat. Czy można nie dopuścić do tego odwrotu? Przecież właśnie w tym wieku rozpoczyna się kolekcjonowanie w zeszytach wycinków z tekstami piosenek, które, czy nam podoba czy nie, spełniają wśród nastolatków rolę poezji użytecznej. Co ciekawego młodemu czytelnikowi zaproponować, aby zachować jego zaufanie?

Pisanie dla dzieci to także szkoła warsztatu. Pisząc dla dzieci musimy zdawać sobie sprawę z możliwości odbiorcy, musimy się z nim liczyć. Tak powinno być chyba nie tylko przy pisaniu wierszy dla dzieci, ale jakoś w praktyce różnych szkół poetyckich nie pamiętamy o tym, że z dwu wariantów tekstu lepszy jest wariant prostszy, o ile w ogóle jest możliwy. W jakiś sposób warsztat autora dla dzieci zależy od jego dorosłego warsztatu. W moim przypadku nie ułatwia to życia. Otóż wydaje mi się, że poezja jest wszędzie, że rzeczą autora jest jedynie odkrywanie jej w otaczającym świecie. Wynika z tego poszukiwanie różnych sposobów jej ujmowania, poszczególne wiersze bardzo się od siebie różnią. W tomiku dla dorosłych można od biedy wydzielić kilka części, to dla dzieci musi być bardziej jednolity.

Czy pisanie dla dzieci jest, jak się nieraz mniema, pisaniem mniej ambitnym od tworzenia dla dorosłych? To zależy od piszącego. Wydaje mi się, że nie należy do takiej sytuacji dopuszczać. Każdego czytelnika trzeba traktować poważnie, nawet kiedy proponujemy mu wspólną zabawę.

Dla mnie osobiście pisanie dla dzieci ma jeszcze jeden aspekt, można go nazwać kompensacyjnym. Otóż buntuję się niejednokrotnie przeciw pewnej jednostronności
poezji czy całej literatury dla dorosłych. Za mało czerpie ona, moim zdaniem, z bardziej optymistycznych stron życia, czasem wydaje mi się, że tylko rozpacz, tylko ciemne strony życia i ludzkiej natury inspirują autorów.
Sam staram się to jakoś przełamywać, wszystko co osiągam to równowaga postaw...Nie wiem jednak, czy czytelnik zgodziłby się w tym miejscu ze mną, czy bardziej by go nie przekonywały wiersze zbuntowane...

Obiecuję sobie, że kiedyś ułożę dla dorosłych uśmiechnięty tom, że dla optymizmu życiowego znajdę dość poetyckich argumentów. Ale jakoś odkładam pracę nad tym na potem. Tymczasem pisząc dla dzieci musze być optymistą. Wynika to chyba z samej natury owego pisania. Tak więc piszę dla młodego czytelnika tak, jak chętnie bym pisał i dla dorosłych.

*Magazyn Kulturalny, nr 2/1973